RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: FAWORYTA, CZYLI KTO POD KIM DOŁKI KOPIE

Yorgos Lanthimos to jeden z najbardziej niepokornych reżyserów, który swoimi poprzednimi produkcjami wywoływał burzliwe dyskusje, szokując nie gorzej niż Lars Von Trier u szczytu swoich możliwości. Kieł (2009), to film, który, jak tylko o nim pomyślę, przyprawia mnie o nieprzyjemne ciarki, Lobster (2015) to bardzo prowokujący obraz o związkach międzyludzkich, a Zabicie świętego jelenia (2017) jest dziwaczną hybrydą dramatu i horroru. Mamy rok 2019 i najnowsze dzieło w reżyserii Greka jest nominowane do Oscara w dziesięciu kategoriach. Co prawda reżyser po raz pierwszy w swojej karierze zrealizował scenariusz zewnętrzny, ale Faworyta z gwiazdorską obsadą jest zdecydowanie filmem z jego wielce charakterystycznym sznytem, mimo, że nie ryje bani tak mocno jak się spodziewałem. 

Akcja tej groteskowej historii rozgrywa się na angielskim dworze, na który przybywa nowa służka, Abigail (Emma Stone), dalece spokrewniona z Sarą (Rachel Weisz), ulubienicą królowej Anne (Olivia Colman). Dziewczyna jest na najniższym szczeblu usługiwania i nieco z zazdrością zerka na relację między swoją kuzynką, a balansującą na granicy szaleństwa władczynią. Korzystając z nadarzających się okazji stopniowo zbliża się do królowej, która zaczyna ignorować jeszcze do niedawna uwielbianą księżnę Marlborough. Między kobietami dochodzi do ciągłych spięć, mniejszych lub większych intryg, które w pewnym momencie, będą musiały zakończyć się przegraną jednej z nich. Rzecz w tym, że nie chodzi tu tylko o samo podlizywanie się królowej, ale także powolne zdobywanie nad nią władzy, impulsywna, chorowita i bardzo humorzasta władczyni jest bowiem na zmianę bardzo podatna na sugestie, lub w odstępie nawet kilku godzin zupełnie niedostępna dla nikogo. Czasem wydaje się, że jest na granicy śmierci, innym razem rozpiera ją podszyta szaleństwem energia.

Olivia Colman moi drodzy zdecydowanie zasłużyła na nominację w kategorii najlepszej aktorki, to co odstawia na ekranie jest tutaj definitywnie podyktowane wizją samego Lanthimosa, a Stone i Weisz bez problemu dotrzymują jej kroku. Oczywiście takie dworskie intrygi nie są w kinie niczym nowym, ale grecki reżyser radzi sobie z mocno ogranym tematem w sposób godny owacji. Film jest podszyty szyderczym czarnym humorem, tonie w wyblakłych kolorach (nie uświadczycie tu sztuczek ze światłem, postarano się o naturalne słoneczne oświetlenie, a w scenach dziejących się w nocy wszystko tone w mroku i rozświetlane jest przez prawdziwy ognień) i wyróżnia się zdecydowanie kostiumami podkreślającymi zarówno status społeczny postaci jak i ich charakter. Groteska wylewa się z ekranu, panowie duszą się w swoich wykwintnych strojach i pocą pod perukami, a królowa w swoim makijażu często przypomina żywego trupa.

Moja ostateczna ocena Faworyty to takie bardzo mocne 8,5/10, ponieważ, mimo lanthimosowego sznytu nie jest to opowieść, która pozostawia takie spustoszenie w głowie jak Kieł czy LobsterFaworyta jest filmem bardzo dobrym (ujęcia z tak zwanego rybiego oka są fantastyczne i podkreślają groteskę wylewającą się z filmu), aktorzy szarżują, ale ich postacie nie są przerysowanie (świetny jest też Nicolas Hoult!), a końcówka filmu pozostawia sowity dyskomfort. Tak więc idźcie do kina, bowiem warto, film zdecydowanie ma szanse na nagrody, choć konkurencja pod postacią ciepłego Green Book, autorskiej Romy czy, nie ukrywajmy tego, Czarnej Pantery nie sprawia, że jest to oscarowy pewniak. Ode mnie tyle na dziś, do przeczytania next time!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s