RECENZJA: THE WALKING DEAD – SEZON 9, EPIZOD 15. NAJBARDZIEJ SZOKUJĄCY ODCINEK OD DAWNA!

The Walking Dead swego czasu stało się obiektem śmieszkowania w podobnym tonie co Supernatural czy Chirurdzy. Mam tu na myśli to, że jest to jeden z tych seriali, który uchodzi za „nieśmiertelny”, który się nigdy nie skończy. Supernaturalowi zdechnie się w tym roku, co do The Greys Anatomy to nie mam pojęcia, natomiast wiadomo, że pod koniec tego roku zobaczymy początek sezonu numer 10 najpopularniejszej zombie opery mydlanej ever. Odkąd stery nad produkcją przejęła Angela Kang w świecie TWD znowu zaczęły się dziać rzeczy, które jako fani serialu będziemy pamiętać przez długie, długie lata. A epizod The Calm Before będzie już na zawsze jednym z najjaśniejszych punktów kończącego się sezonu dziewiątego. 

Już sam tytuł epizodu jest idealny i oddaje narastające napięcie przed finałową burzą (śnieżną z finałowego odcinka). Sielankowe scenki z początku zostają brutalnie przerwane przez nieobliczalną Alfę, której w tym jednym epizodzie widzimy kilka oblicz. Charyzmatyczna, nie znosząca sprzeciwu liderka, opłakująca odejście córki matka i przede wszystkim bardzo sprytna i silna kobieta, potrafiąca nie tylko przeniknąć niezauważona w tłumie nieumarłych, ale też zwykłych ludzi. Alfę zobaczyliśmy już w retrospekcjach, jako zdolną manipulantkę lubującą się w ucinaniu głów. Jedynym godnym jej przeciwnikiem jawi się uwięziony, póki co oczywiście, Negan, który z pewnością dalej ma w sobie ten pierwotny pierwiastek bestialstwa. Ewentualnie można sobie jeszcze wyobrazić jej pojedynek z Carol, która zapewne zrobi wszystko by zemścić się na morderczyni swojego przybranego syna. Pewne rzeczy jesteśmy więc w stanie sobie przewidzieć i oczekiwać ich z zapartym tchem, szczególnie, jeśli mogą być równie szokujące jak wydarzenia w The Calm Before. Doskonale wiedzieliśmy, że pokój zawarty przez Hilltop, Alexandrię, Oceanside, Kingdom i Saviorsów będzie marzeniem, nomen omen, ściętej głowy. Że te wszystkie momenty pokoju, miłości i zrozumienia są tylko chwilowe, skazane na zagładę.

Tym samym pierwszej połowy epizodu nie uznaję za nudne budowanie napięcia, wręcz przeciwnie, skupiałem się na wyłapywaniu foreshadowingu (czyli wskazówek wobec tego co może się wydarzyć). Po obadaniu epizodu po raz kolejny w oczy rzucają się pewne sygnały, drobiazgi wskazujące, że pewnym postaciom może zdarzyć się coś złego. Mimo tego głowy nabite na pale i wybór postaci, zupełnie niezgodny z komiksem, jest mocno policzkujący, szczególnie, że zginęły dwie bohaterki, z którymi bardzo sympatyzowałem. Oczywiście mam tu na myśli Enid i Tarę. Hanry’emu momentami może i źle życzyłem, bo podejmował bardzo nieodpowiedzialne decyzje, ale czy można mu mieć za złe, że poczuł coś do Lydii, że chciał dla niej bezpieczeństwa? Zresztą dziewczyna ujęła też Daryla, choć oczywiście to właśnie jej pojawienie się wywołało krwawą łaźnię. Dobrze, że pokazano bohaterów jako walczących za siebie wzajemnie, nawet jeśli byli wcześniej w innych grupach, podzieleni, lub nieufni wobec siebie. Przemówienie Siddiqa miało moc, nie było w tym niepotrzebnego melodramatyzmu, który swego czasu dość mocno uwierał w serialu. Bardzo podobało mi się też mylenie widza co do postaci, których głowy ostatecznie zobaczyliśmy na palach. W komiksie Szeptacze w taki sposób pozbawili życia Rositę i Ezekiela. Czytelnicy komiksu oczekiwali więc zapewne powtórzenia tego manewru i tu się mocno przejechali. Zanosi się też na to, że wątek miłosny pomiędzy Lydią a kimkolwiek zostanie porzucony, choć w komiksie był on mocno istotny i dotyczył postaci Carla. Nikt z ekipy dowodzonej przez Magnę też nie został póki co pozbawiony życia, choć w komiksie marny los spotkał ciapowatego Luke’a.

Nie pozostaje nam nic innego jak cieszyć się, że TWD wróciło do naprawdę wielkiej formy, że znowu wciąga, nawet kosztem ubijania naszych ulubionych postaci. W adaptacji graficznej noweli Kirkmana wiele rzeczy jest totalnie na opak, ale dzięki temu jest intrygująco i świeżo, szczególnie odkąd serialem dowodzi Kang, a zombiaki nie są tylko zwykłym tłem do wydarzeń. Alfa ma władzę nad potężną hordą, Daryl ma więc zagwozdkę co robić, a wiadomo, że przekroczenie wyznaczonej przez pale granicy wywoła kolejną krwawą jatkę. Którą z pewnością zobaczymy w sezonie 10-tym. 9/10, zdecydowanie jeden z najlepszych epizodów w historii TWD!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s