RECENZJA: GRA O TRON – SEZON 8, ODCINEK 1, CZYLI ZMIANY NA SZACHOWNICY

Co się naczekaliśmy to nasze. W końcu przyszedł ten dzień (czy raczej ta noc, bo premiera była oficjalnie o 3:00), w której zobaczyliśmy pierwszy odcinek 8, ostatniego sezonu. Oczywiście ten epizod to jedynie rozbieg przed potężną rozpierduchą, która nastąpi w odcinku trzecim, ale i tak działo się dużo, co prawda bardziej w słowach, spojrzeniach i gestach niż w morderczych czynach, ale nie mogliśmy narzekać na nudę. Spieszę więc podsumować wszystko co rzuciło mi się w oczy po obejrzeniu Winterfell dwukrotnie. 

NOWA INTRODUKCJA

Intro do GoT swego rodzaju od zawsze z deczka spojlerowało gdzie możemy spodziewać się akcji w danym epizodzie. Biorąc pod uwagę, że kilka domów zostało z rozgrywki wyeliminowane na dobre twórcom nie pozostało nic innego jak pokazać nam wnętrza dobrze nam znanych zamków i wielką wyrwę w murze, oraz ścieżkę, którą Nocny Król prowadzi armię Białych Wędrowców. Było więc prawie pewne, że zobaczymy upadek Ostatniego Domostwa. I zobaczyliśmy, ale o tym za chwil kilka. Intro jest pełne ciekawych, a dla niektórych niepokojących szczegółów, mówi się, że można z niego wywnioskować brutalne zwycięstwo Nocnego Króla, AAAAALE, czy Dedkowie rzeczywiście zaserwują nam najbardziej przykrą wersję wydarzeń? W końcu w połowie sezonu nie może zginąć większość bohaterów czyż nie?

CERSEI – THE MAD QUEEN

Dopiero gdy stracimy wszystko, stajemy się zdolni do wszystkiego – rzecze cytat z mało znanej powieści Podziemny krąg jakiegoś nołnejma, Chucka Palahniuka. Cersei najwyraźniej ma w sobie takiego małego Tylera Durdena, bowiem jej umysł jest przepełniony rządzą zniszczenia KAŻDEGO co stanie jej na drodze. Śmieszkowania z tego, że nie dostała słoni już się zdążyłem naczytać, ale ten śmiech więźnie w gardle, kiedy sobie człowiek uświadomi, że wpuściła do wyra takiego pojeba jak Euron Greyjoy, zdecydowanie potomek tej dwójki nie powinien nigdy ujrzeć światła dziennego, niemal pewne, że byłoby to stworzenie jeszcze bardziej niezrównoważone od Joffreya. Póki co Cersei ma na swoje usługi Złotą Kompanię czyli blisko 20.000 ludu oraz Górę i Qyburna. No i chcąc nie chcąc Bronna, który zostaje postawiony przed faktem dokonanym, ma za zadnie zlikwidować Jaimego i Tyriona. Podejrzewam, że jego sympatia do obu panów jednak wygra z majaczącą na horyzoncie wizją bogactwa. A co do samego Eurona to jego pyszałkowatość go zgubi w najpiękniejszy dla nas sposób. Nie dziwię się, że do odbicia Yary wystarczyło nam kilka scen (takich typowo dla GoT rodzinnych, najpierw strzał w pysk, później przytulas i życzenie powodzenia), Euron to gość na tyle pewny siebie, że pewnie się nawet nie zorientuje jak zostanie zmieciony z tego świata.

OGIEŃ I LÓD 

Przybycie Daenerys do Winterfell było oczywiste po wydarzeniach z sezonu 7. Ukazano ogrom jej armii oraz strach jaki wywołały wśród mieszkańców smoki (Aryę ich widok ucieszył). Mimo zbliżającego się niebezpieczeństwa nie wszyscy byli w stanie zrozumieć taki a nie inny dobór sojuszników. Sansa nie polubiła Danki, Danka też była dla niej zgryźliwa, a młodziutka Lyanna Mormont jak zawsze popisała się odwagą i wypowiadaniem na głos myśli, które inni przypłacili by życiem. Jon się ugiął, a poza tym widać jak robi maślane oczy do Danki, to naturalne, że nie spodobało się to jego „rodzinie”. Ten odcinek generalnie stał pod znakiem emocjonalnych ponownych spotkań. Jon szybko skumał, że z Branem jest coś nie tak, natomiast moment z Aryą był bardzo satysfakcjonujący, pokazujący jak wiele czasu minęło odkąd ostatnio się zobaczyli. Ponowne spotkanie Aryi z Ogarem było chłodne, ale takie „po ichniemu”, natomiast między nią a Gendrym wywiązała się sympatia z potencjałem na coś więcej. Fajnie wypadło też dość niezręczne spotkanie Sansy z Tyrionem, których drogi rozeszły się podczas ślubu Joffreya. Sansa powiedziała też kilka gorzkich słów wobec Jona, natomiast Danka wobec niech z takim groźnym podtekstem… I tak to się żyje w tym Winterfell przed atakiem Białych Wędrowców. Oczywiście było też latanie na smokach, które ma nam po raz kolejny podkreślić królewskie i prawowite pochodzenie Jona. Który zapewne dalej czuł posmak ust Danki dowiadując się od Sama, że jest synem Lyanny i Rheagara imieniem Aegon. Ta scena była bardzo mocna, bo raz, że Sam wyraził brak zaufania do Danki (która spaliła mu ojca i brata), a dwa to Jon jest PRAWOWITYM dziedzicem tronu. Co z tym fantem zrobi nasz nic niewiedzący chłopaczyna? Dowiemy się niedługo. Póki co równie rozpalającym wyobraźnię wątkiem jest przybycie Jaimego do Winterfell, na którego, niczym na „starego przyjaciela” czekał creepy Bran. Trailer do następnego odcinka nie zapowiada się dla Jaimego zbyt optymistycznie, ale podejrzewam, że ewentualne stracenie go zostanie przerwane przez atak nieumarłych. Tak czy siak Królobójca jeszcze z nami trochę pobędzie, być może do samego końca…

UPADEK DOMU UMBERÓW

Ostatnie Domostwo stało się pierwszym celem ataku Białych Wędrowców po zburzeniu Muru, jako że było najbliżej niego położone. Tam też w końcu zobaczyliśmy Tormunda, Eddarda i Berrica, którzy przeżyli zniszczenie Muru i są obecnie w tyle, za Białymi Wędrowcami. Młody lord Umber został wysłany przez Sansę po pomoc, ale skończył jako element znajomego symbolu pozostawionego przez hordę Nocnego Króla. Który tym samym zostawił wiadomość, w rodzaju „nie dbam o to kim jesteście, idę po Was wszystkich”. To była scena niczym z horroru, najmocniejsza w odcinku, pełna napięcia i tego nieprzyjemnego krzyku „przemienionego” dziecka. Zapewne to samo chce pozostawić po sobie NK w Winterfell, a potem w zamkach kolejnych rodów, by raz na zawsze zapanowała wszędzie wieczna zima. Trailery sugerują nam, że kto żyw będzie spierdalać z Winterfell lub wszyscy zginą, ale wiecie to tylko trailery… Nie możemy zapominać o smoczym szkle, o boni z valyriańskiej stali, którą posiadają bohaterowie i tego, że zabicie jednego z głównych przydupasów NK zabija też kontrolowane przezeń jednostki. Czy nasi ulubieńcy mają szanszę (he, he) przeżyć? Część z nich wręcz powinna by ukrócić rządy Cersei. Ale jak to się ostatecznie potoczy i kto z kim broń skrzyżuje dowiemy się w ciągu kilku tygodni. Oczywiście odciek świetny choć zdecydowanie jak na finałowy sezon za krótki. Piszcie jak Wam się podobało i do przeczytania za tydzień!

Reklamy

One comment

  1. Nie zgodzę się, że dziecko Cersei i Eurona byłoby gorsze od Joffreya. Po pierwsze, to niemożliwe, nie da się zrobić niczego bardziej odrażającego. Po drugie, Joffrey to był chów wsobny, co było widać po każdym jego czynie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s