#KIEDYŚTOBYŁO Kultowe, acz zapomniane zespoły z lat 90. (CZĘŚĆ 1)

Zainspirowany działalnością redaktora Amova pod hasztagowym szyldem #kiedyśtobyło postanowiłem dorzucić do niego swoich kilka wtrętów. Chciałbym niniejszym rozpocząć cykl o kapelach, które zdecydowanie zapisały się w historii muzyki jako takiej, lecz ich status w mainstreamie znacznie przez lata osłabł. Słowo kultowy wcale bowiem nie musi być równoznaczne z popularny, a jakże często zdarza się go w takim kontekście używać. Zerknijcie więc na pierwszą część zestawienia kapel niegdyś mocno na scenie muzycznej wpływowe, a obecnie zapomniane z rozmaitych powodów. Piszcie czy zgadzacie się z moim wyborem! 

HELMET. Grupa dowodzona od 1989 roku przez charyzmatycznego Page’a Hamiltona. W 1998 roku grupa zawiesiła działalność, by powrócić w roku 2004. I tak sobie funkcjonują po dziś dzień, raczej grając dla grona wiernych fanów niż w poszukiwaniu nowych. Ich muzyka czerpała zarówno z hardcore’u, groove metalu, industrialu czy thrashu i po latach określana była po prostu mianem alternatywnego metalu. Albumy takie jak Meantime czy Betty inspirowały zarówno kapele nu-metalowe (Linkin Park dało temu swój wyraźny wyraz zapraszając Hamiltona do utworu Keys to The Kingdom z albumu The Hunting Party) jak i post-hardcore’owe. Ostatnie wydawnictwo grupy o znamiennym tytule Dead To The Wolrld ukazał się w 2016 roku zbierając dość mieszane recenzje.

BIOHAZARD. Grupa ta powstała w roku 1987 i swoje największe triumfy święciła zdecydowanie w latach 90-tych. W 2006 zawiesili działalność by powrócić dwa lata później i funkcjonować do dziś. Fuzja heavy metalu, hardcore’u punku i hip hopu zaowocowała kilkoma hitowymi albumami takimi jak Urban Discipline czy State of the World Address. Biorąc pod uwagę, że takiemu Suicidal Tendencies udało się złapać drugi oddech, a duch RATM unosi się nad Prophets of Rage chciałoby się nieco więcej uwagi poświęcanej Biohazard, ale dla nich to już chyba nie te czasy niestety.

WHITE ZOMBIE. Zanim Rob Zombie rozpoczął udaną solowa karierę stał na czele pokręconego zespołu White Zombie grającego coś z pogranicza industrialu/heavy/groove i alternatywy. Zaczynali jeszcze w połowie lat 80-tych, by karierę zakończyć w roku 1998. W latach 90 wypuścili dwa albumy, La Sexorcisto: Devil Music Volume One oraz Astro-Creep: 2000. Jak widać po tytułach solowych krążków Roba upodobał sobie później takie długaśne lub groteskowe nazwy. Grupa rozpadła się m.in z powodu dość dużej ekscentryczności poszczególnych muzyków i upodobania do imprezowania stanowczo „zbyt mocno”.

PRONG. Okej, okej, ten zespół wciąż nagrywa i koncertuje na tyle często by nawet wpadać do naszego kraju, ale lata największej świetności mają już za sobą. Działali od 1986 do 1997 roku, by powrócić w 2002. Od czasu reaktywacji ukazało się aż 7 prongowych wydawnictw, lecz dalej nie można tutaj mówić o obecnym statusie chociażby Ministry czy Fear Factory. Zdaje mi się jednak, że Tommy Victor się tym specjalnie nie przejmuje i po prostu robi swoje. Gatunkowo można ich podciągnąć trochę pod groove, nieco pod industrial czy po prostu crossover.

THERAPY? Ta irlandzka grupa działa nieprzerwanie od 1989 roku dostarczając naprawdę zajebistej alternatywnej muzy. Swego czasu ocierali się o metalową stylistykę, a nawet zdarzało im się wpadać w, nomen omen, jazgotliwy noise rock. Ich ostatni krążek, Cleave, ukazał się w zeszłym roku, do klasyki przeszły przede wszystkim TroublegumNurse oraz Infernal Love. W idealnym świecie powinni być popularniejsi od U2, ale idealny świat nie istnieje i musimy żyć z tym, co mamy. Słuchajcie tych kapel, są świetne!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s