RECENZJA: JOHN WICK 3, CZYLI ZABILI GO I UCIEKŁ W NAJLEPSZYM WYDANIU

Przyznam szczerze, że nie jestem fanem „aktorstwa” Keanu Reevesa. Jednak są pewne role, do których został stworzony. W 1999 roku zachwycił mnie jako Neo w „Matrixie”, ale oszołomił mnie w 2014 wcielając się w tytułowego Johna Wicka. To świetna postać, bohater z krwi i kości, niepokonany i charyzmatyczny. Seria ta również przywróciła wiarę w świetnie zrealizowane, klasyczne kino akcji. I porównując do trylogii sióstr Wachowski to John Wick nie zanotował spadku poziomu, a wręcz przeciwnie. Z utęsknieniem wyczekiwałem premiery trzeciej części, szczególnie po finale poprzedniej odsłony, która zafundowała nam spory cliffhanger. Czy twórcy Parabellum nadal dostarczają nam solidnej rozrywki, czy jednak produkcja dostaje zadyszki i wywraca się o własne nogi?

Otóż, ani przez chwilę tego nie robi – gna przed siebie na złamanie karku, bez pardonu zdobywając kolejne punkty na mapie i pokonując kolejne przeszkody. Tymi barierami są oczywiście kolejni przeciwnicy, których eliminuje w jaki wspaniały sposób! To nadal jazda bez trzymanki, już od początku jesteśmy wprowadzeni w wir wydarzeń, które są bezpośrednią kontynuacja tego, co widzieliśmy w finale drugiej części. John jeszcze nigdy nie był w tak głębokiej dupie, w jakiej znajduje się teraz. Nagroda za jego głowę to niezła suma hajsu, co doprowadza do tego, że mordercy z całego Nowego Yorku ostrzą sobie kły, noże i pistolety na zgarnięcie nagrody i zabicie legendarnego zabójcy. Wiadomym jest, że skala jego problemów jest olbrzymia, ale słowa Winstona idealnie opisują to jakim człowiekiem jest John Wick. Podczas, gdy Charon pyta o to, jakie są szanse poszukiwanego na przeżycie, pada odpowiedź „teraz szanse są wyrównane”.

W istocie tak jest, John jest świetnie wyszkoloną maszyną do zabijania i jego przeciwnicy nigdy nie mieli łatwo i zawsze byłem skłony uwierzyć w to, że sam w pojedynkę mógłby pokonać chociażby Thanosa 🙂 Przed seansem obawiałem się tego, czy twórcom nie zabraknie pomysłów na sceny akcji i będę miał poczucie powtarzalności. I w tym aspekcie chylę czoła, bo to, co się dzieje na ekranie jest doprawdy kreatywne i cieszy oko. Jesteśmy w centrum wydarzeń, a praca kamery, (wspaniałe mastershoty!) sprawiają, że czujemy się jak niewidzialni obserwatorzy wszystkich rozpierduch i pościgów. Na ekranie dzieje się doprawdy dużo, latają noże, siekiery, wrogowie strzelają do siebie z coraz to lepszych broni, ale wszystko jest tak dopracowane, że nie czujemy niekontrolowanego chaosu. Wszystko ma swoje miejsce na makiecie pojedynków, a nawet swój spory udział mają zwierzęta. Wykorzystanie koni w stajni do natychmiastowej likwidacji przeciwników czy atak świetnie wytresowanych owczarków niemieckich to sekwencje, o których długo nie zapomnicie. Kaskaderka od pierwszej części stała na wysokim poziomie, w „Parabellum” kolejnej cegiełki dokładają treserzy, którzy zdali egzamin na 6+.

Ta dobrze naoliwiona technicznie maszyna nie udaje, że jest produktem o wysokiej wartości psychologicznej. To rozrywka w czystej formie, sama koncepcja wielkiej organizacji i ich zasad należy traktować z przymrużeniem oka. Początkowo John Wick był klasyczną opowieścią o zemście, którą kupowałem w stu procentach, bo nic tak nie boli jak strata bliskich, czy to człowiek czy zwierzę. Szanowałem typa i kibicowałem z całych sił za taką motywację do walki. Z biegiem czasu odkryliśmy podziemny krąg zabójców i kolejnych graczy na mapie. Trend ten jest kontynuowany w najnowszej odsłonie, poznamy kolejne szczeble i stare znajomości Johna, które nieco pomogą mu w ciężkim boju. Dzięki temu zobaczymy na ekranie Hally Berry czy Jerome’go Flinta, dobrze znanego z roli Bronna z Gry o Tron. I zdaje się, że twórcy pokusili się o małe mrugnięcie oka do fanów serialu, bo poznajemy go w momencie, kiedy przebywa na zamku. W końcu go dostał 🙂 Widać, że twórcy chcieli upchać w ponad dwugodzinnym filmie wiele atrakcji, dlatego też udział niektórych bohaterów jest znikomy, ale każdy z nich odgrywa ważną rolę w fabule..

John Wick 3 to kawał dobrej zabawy, coraz bardziej krwawej i miejscami przesadzonej. Są pewne elementy produkcji, które pomimo wytrenowania naszego tytułowego terminatora są mocno nadwyrężone. Nie czepiam się, że dostaje po żebrach i mordzie, po czym wstaje i wykańczania coraz mocniejszych przeciwników jak w grze video. Rozumiem tę konwencję i jest to ukłon w stronę kina z cyklu „zabili go i uciekł”. Jednak powoli przybiera do niego plakietka nieśmiertelnego i gdy przykładowo upadek z ósmego piętra nie jest w stanie zrobić mu krzywdy, to pojawia mi się znak zapytania nad głową. Czy przypadkiem twórców już za bardzo nie ponosi i czy jego niezniszczalność nie zabierze nam emocji podczas oglądania pojedynków na śmierć i życie. To oczywiście taki mały minus, który jest bardziej obawą przed kolejnymi częśćmi. A coś czuje, że takowe powstaną, a co najmniej jedna. I choć trochę się boję, czy twórcy za bardzo nie przeszarżują lub skończą się im się kreatywne pomysły, to już teraz nie mogę się doczekać kolejnego spotkania.

Ponton 8,5/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s