RELACJA: MYSTIC FESTIVAL 2019, czyli jak się to powinno robić!

Według wywiadu z Tomkiem z Knock Out Productions nad tegoroczną edycją Mystic Festival pracowało ponad 250 osób! Tegoroczna edycja była owocem współpracy osób związanych ze wspomnianym Knock Outem, gdańskim klubem B90, poznańskim Left Hand Sounds oraz, oczywiście Mystic Productions. Oczywiście wśród najbardziej krewkich metalowców nie zabrakło pomrukiwania, że głównymi gwiazdami są Slipknot, Sabaton czy Within Temptation, ale nie ukrywajmy, że te popularne zespoły miały za zadanie ściągnąć jak największą liczbę osób i swoje zadanie spełniły w 100%. Z całym szacunkiem, ale tak kosztowne przedsięwzięcie nie zwróciłoby się gdyby postawić jedynie na legendy takie jak Immolation, Possessed czy Kinga Diamonda. 

SLIPKNOT

Od strony organizacyjnej tegoroczny Mystic z miejsca wstrzelił się w grono najlepiej przygotowanych imprez w naszym kraju. Sprawnie było już na samym początku, nie stałem w wielogodzinnych kolejkach właściwie w żadnym miejscu festiwalu, zadbano bowiem o to by przepuszczanie przez bramki było błyskawiczne, postawiono ratujące życie zraszacze, punktów gastronomicznych było kilka na terenie całej imprezy, a i na brak stoisk z ciuchami i płytami narzekać nie można było. Obawiam się, że uczestnicy imprezy z wielką radością zostawiali tam swoje ostatnie oszczędności. No właśnie… Czy warto było wydać ponad 300 zł zł za jeden dzień lub ponad 500 za dwa? Jeśli by się porządnie zastanowić nad cenami biletów na pojedyncze koncerty naszych ulubionych zespołów to zdecydowanie tak. Szczególnie, że była też możliwość spotkań z artystami, dzięki czemu udało mi się zbić piony z muzykami Soulfly, In Flames i Frog Leap. Sam zestaw artystów był na tyle urozmaicony, że trzeba być bardzo zatwardziałym malkontentem by nie docenić możliwości zobaczenia w przeciągu dwóch dni grup, które mają obecnie status legend (oprócz wspomnianych wcześniej chociażby Carcass, Emperor, Testament). Z drugiej strony można było zetknąć się z mniej znanymi grupami wartymi poznania takimi jak Lost Society, Power Trip, czy z naszego podwórka In Twilight’s Embrace i Entropia. Jak to na każdym dobrym festiwalu musiałem dokonywać wyborów na co się udać, a co poświęcić i tym samym migrowałem z kilku sztuk z lekkim uczuciem niedosytu.

SOULFLY

Zaznaczę od razu, że jestem w grupie uczestników, którym zdecydowanie bardziej do gustu przypadło nagłośnienie plenerowe niż halowe. Podczas koncertu Slipknota, cholernie dynamicznego, momentami chaotycznego, ozdobionego różnymi efektami wizualnymi zdarzało się, że dźwięk uciekał, czasami Corey’a było ciężko zrozumieć, choć za trzymanie całości w ryzach należy się ekipie odpowiedzialnej za flow koncertu wielkie uszanowanie. Wcześniej Knotów widziałem w roku 2016, i wydaje mi się, że tamten koncert podobał mi się odrobinę bardziej, choć miło było usłyszeć Get This Prosthetics kosztem klasyków jak Wait And Bleed. No i momentami wydawało mi się, że koncert mocno galopuje, czasem ciężko było o chwilę oddechu między kawałkami. Nowe wałki ładnie siadły, doceniam też, że wokół terenu festiwalu, na przystankach autobusowych wisiały wielkie plakaty zapowiadające We Are Not Your Kind, a tuż przed wejściem na imprezę rozdawano (for free) opaski z datą i tytułem płyty. Także promocja zapięta na ostatni guzik i zajawka od Taylora, że wkrótce do nas wrócą. Ja nie przegapiłem informacji na telebimie, że będą mieć trasę w 2020… Rączki zacieram!

WITHIN TEMPTATION

Większość kapel z tegorocznego line-upu miałem okazję zobaczyć już wcześniej. Takie Soulfly wypadło znacznie bardziej żywiołowo niż na Woodstocku, Max w lepszej formie. In Flames podobnie, wydawało mi się, że chłopaki mają lepszy kontakt z publiką, no i sieknęli znacznie więcej kawałków z nowej płyty, która jest całkiem niezła. Carcass jak zawsze pełna profeska (choć setlisty chyba nie zmieniają od czasu wydania ostatniego krążka), Vlimas i Immolation potężnie i bezkompromisowo. Świetnie wypadł Frog Leap ze swoimi nieprzewidywalnymi coverami popularnych kawałków (nawet piosenkę z Pokemonów zagrali), rewelacyjnie Jinjer z mega charyzmatyczną wokalistką, która bez mrugnięcia okiem zmieniała styl śpiewu z anielskiego, delikatnego wokalu na piekielny growl. Amon Amarth bez większych rewelacji, panowie mają swoje show w małym palcu, fani spijają każdy dźwięk z ich zagrzewających do walki kompozycji, klasa, choć w takich dźwiękach nie gustuję. Emperor wypadł zarówno bardzo agresywnie, blackowo, jak i progresywnie, muzykom zdecydowanie udało się odegrać nietuzinkowy charakter muzyki tej wymykającej się jednoznacznej szufladce grupy dowodzonej przez Ihsasha.

EMPEROR

Było też kilka koncertowych zaskoczeń i mam tu na myśli kapele, których na co dzień raczej nie słucham, a poszedłem na ich gigi z ciekawości. Całkiem dobrze wypadło Trivium z przekrojówką swoich najważniejszych utworów, kilka kawałków nawet pamiętałem sprzed wielu, wieeeelu lat. Grand Magus z niestety niezbyt pokaźną publiką pod sceną wyciskał ze swojego epickiego metalu siódme poty. No i Within Temptation, z którego zdarzało mi się śmieszkować wielokrotnie. Potężna produkcja, świetny kontakt Sharon z publiką i dobór setlisty tak, że nawet taki laik WT jak ja ożywił się przy Stand My Ground i zachwycił mocarnym odegraniem The Reckoning czy hiciarskim Faster. Szedłem z niewielkimi oczekiwaniami, wychodziłem łapiąc ostatnie dźwięki jak tylko się dało, choć nogi już ciągnęły na Kinga Diamonda. A King Diamond przyciągnął pod scenę nielichą publikę. A raczej pod nawiedzony dom, bowiem scenografia wyglądała jak kilkupiętrowy nawiedzony dwór. Koncert śpiewającego do odwróconego krzyża posiadacza najbardziej przeszywającego wokalu w metalowym środowisku to było przedstawienie, które nie miało prawa rozczarować żadnego fana. Najbardziej chyba podobało mi się tańcowanie podczas wykonywania Voodoo i fragmenty z historii o Abigail.

Podsumowując: to były dwa dni, które sami organizatorzy powinni uznać za bardzo udany test, nie słyszałem zbyt wielu narzekań w trakcie imprezy, ani też nie czytałem negatywnych wypowiedzi w sieci. Wygląda na to, że nie tylko mnie Mystic Festiwal nakarmił muzyką jak należy, tym samym nie dziwię się, że kolejna edycja jest już potwierdzona na czerwiec przyszłego roku, a bilety typu Blind Bird stoją lekko ponad 400 zł. Po prostu organizatorzy mają pewność, że ogarną coś niesamowitego i na to po stokroć liczę!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s