007 TEŻ BYŁA KOBIETĄ… WRÓĆ, ŻE CO?

Ostatnio coraz częściej słychać w rozmaitych doniesieniach medialnych, że czarnoskóra aktorka Lashana Lynch już w najbliższym, 25 Bondzie, przejmie od Daniela Craige’a pałeczkę agenta 007! Ok – teraz muszę bardzo uważać na słowa, aby przypadkiem nie wplątać się w gierki na poziomie społeczno-politycznym – nie taki jest cel tego tekstu. Oceniam sztukę na podstawie dobrych kreacji i wyrazistych bohaterów, nie mody na to czy tamto, koloru skóry, płci czy przekonań na tą czy inną kwestię. W tym tekście skupimy się między innymi na bohaterkach znanych z wielkiego ekranu, na którym to widzieliśmy wiele wspaniałych kobiecych charakterów. I nie mówimy teraz o damach w opresji – skupimy się na silnych, niezależnych, wyrazistych i charyzmatycznych bohaterkach kina. Czy zatem jest sens w podmienianiu starych i lubianych bohaterów na zupełnie nowych? W dodatku jeśli mówimy o serii przygód agenta 007 i pożegnaniu Jamesa Bonda w cyklu o… jego przygodach? Myślę, że naprawdę warto o tym uczciwie pogadać. Bez spiny, ataków i obrażania kogokolwiek – nie o to w tym wszystkim chodzi. A zdecydowanie nie rozmawiamy teraz o kolorze skóry czy płci. Liczę, że to będzie bardzo jasne – stawiam zupełnie inny punkt wyjścia. Zapraszam!

james-bond-007

Materiał źródłowy

Większość fanów agenta Jej Królewskiej Mości zapewne zna historię genezy słynnego szpiega, jednak warto ją przytoczyć aby oddać sens myśli o wiernym przenoszeniu bohatera z kart książki na wielki ekran. Kiedy Ian Fleming wymyślał postać Jamesa Bonda potrzebował chwytliwego imienia i nazwiska. Fleming nazwał swojego bohatera po ornitologu. Uznał, że James Bond jest imieniem prostym, dźwięcznym i szybko zapadnie w pamięci szerszej publiczności. W założeniu Bond miał być zachowawczy i zupełnie nudny, podobnie jak imię jakie mu nadał. Stało się inaczej. Autor nadał bohaterowi cechy prawdziwego gentlemana, uwodziciela i niezwykle efektywnego zabójcy o błyskotliwy poczuciu humor i wielkim intelekcie. Książkowi rodzice Bonda, czyli Andrew Bond i Monique Delacroix-Bond, zginęli w trakcie wspinaczki, gdy James miał zaledwie 11 lat. Jest w pół Szkotem, pół Szwajcarem. Wychowywała go ciotka w niewielkiej wsi w hrabstwie Kent o nazwie Pett Bottom. Pokochaliśmy bohatera także za jego nawyki, powiedzonka, ulubione drinki i masę innych elementów, które składały się na barwną postać wielu epok popkultury. Taki był punkt wyjścia. Agent przechodził cały szereg ewolucji, a jego geneza została częściowo zmieniona wraz z ostatnimi filmami (szczególnie w filmie Skyfall z 2012 roku). Ostatni odtwórca roli Bonda również naraził się na szereg kontrowersji z uwagi na blond włosy i twarz bardziej godną morderczego najemnika, niż szarmanckiego szpiega. Jednak Daniel Craig udowodnił, że w ciele Bonda czuje się jak ryba w wodzie, a jego chęć odejścia od odgrywanej przez lata postaci spotkała się ze stanowczym protestem fanów. I to właśnie fani wskazali kogo i na jakich zasadach chcą oglądać. Bond jest ikoną popkultury, a jej odbiorcy czują dużą tożsamość z tak znaczącym bohaterem, który towarzyszy już pokoleniom widzów. Dotychczasowe zmiany wydają się niemal kosmetyczne, a dotyczą niemal wyłącznie uwspółcześnienia bohatera i dostosowania realiów świata do tego, jaki obserwujemy za oknem (podobna myśl przyświecała Nolanomi podczas tworzenia trylogii Mrocznego Rycerza) masowa widownia pokochała nowe podejście. Czy zatem warto zastępować i samego bohatera zupełnie nowym wcieleniem, a wszystko co znaliśmy do tej pory bezpardonowo odesłać na emeryturę? To brzmi niedorzecznie… Chyba, że scenarzyści naprawdę się nagimnastykują, aby dobrze nam to sprzedać.

tomb-raider-2018-movie-alicia-vikander-5s-1280x720

Ikony

I jeśli mam być zupełnie uczciwy, to jestem w pewnej kropce. Uwielbiam wyraziste kobiece charaktery w kinie, zaczynając od genialnej postaci Ellen Ripley z kultowej serii Alien, odtwarzanej przez niezawodną Sigourney Weaver, kończąc na jedenej z czołowych postaci ostatniego Mad Maxa, jaką jest Furiosa (BTW – nadal czekam na spin off z bohaterką w roli głównej). Ba! Z bohaterami gier jest podobnie – na podium najciekawszych bohaterów pecetowego grania i jedną z ikon wszystkich konsol jest Lara Croft z kultowej serii Tomb Rider. Produkcja doczekała się aż 3 kinowych adaptacji i prawdopodobnie jeszcze nie raz przeżyjemy masę przygód z zabójczą panią archeolog. Ta postać jest świetnym przykładem, ponieważ luźno opierała się na cechach i motywach znanych z cyklu filmów o przygodach Indiany Jonesa. Jednak co innego bazować i luźno interpretować pewien wzorzec, a zupełnie podmienić go na nowy zamiennik. Takie podejście generuje tylko zbędne konflikty i zaognia reakcje fanów i krytyków, pomijając już fakt, że w wypadku omawianego Bonda oznacza tyle, że pożegnamy się z lubianym i dobrze nam znanym bohaterem na długie lata. I jedną kwestię zaznaczę bardzo wyraźnie – gdyby w tej chwili toczyła się dyskusja nad męskim 007 pod nowym imieniem, cechami i historią – bez względu na to czy będzie on piegowatym rudzielcem, czarnoskórym, Latynosem czy Marsjaninem – moja reakcja pozostanie bez zmian. Dyskusja nie toczy się nie nad kolorem skóry i płcią (!), a nad zamianą samego bohatera na zupełnie nowy model w znanym i lubianym cyklu. Tylko właściwie po co? Nie lepiej odczekać kilka lat i rozpocząć serię przygód 007 od nowa, tak samo jak miało to miejsce w Casino Royale z 2006 roku?

Co dalej?

Nadal nie wiemy czy doniesienia okażą się prawdą, jednak na potrzeby naszych rozważań (a mądre głowy wielkiego ekranu nie raz udowodniły, że podobny scenariusz jest możliwy) załóżmy, że jest to wysoce prawdopodobne. Pytanie także, czy przekazanie pałeczki oznacza rozpoczęcie zupełnie nowego cyklu? A jeśli tak, czy nie lepiej iść przykładem wspomnianego wcześniej Mad Maxa i wykreować zupełnie samodzielną i lubianą bohaterkę? Nic na siłę – jeśli widzowie ją pokochają sami będą błagać o spin off z jej udziałem! To wydaje się banalnie proste i oczywiste – decyzja powinna być po stronie odbiorcy kultury. Takie podejście wydaje mi się zwyczajnie uczciwe. Sam mam wiele roszczeń w tej materii – komiksowy cykl Star Wars wykreował rewelacyjną postać Dr Aphry, która to wnosi dużo rewelacyjnego humoru i pewniej świeżości do świata odległej galaktyki. Liczę na to, że postać pojawi się na małym bądź wielkim ekranie, ponieważ jest zupełnie unikatowa w całym i tak bardzo barwnym uniwersum, a jej przygody są o niebo ciekawsze i bardziej naturalne od (w moim subiektywnym odczuciu) nowej trylogii Star Wars. Idźmy tą drogą! Myślę, że naprawdę warto.

ZOBACZ TAKŻE:

SAMUEL L. MOTHERFUCKIN’ JACKSON W NOWEJ WERSJI PIŁY!

DANIEL RADCLIFFE… WOLVERINEM ?! NOWA GRAFIKA KONCEPCYJNA

SANDMAN OD NETLIXA – JOSEPH GORDON-LEVITT W ROLI GŁÓWNEJ?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s