RECENZJA: FIGHTER, czyli o tym jak polskie kino leży na łopatkach

W życiu każdego recenzenta przychodzi moment, w którym wie, że idąc na pewne produkcje jest świadomy faktu co go czeka. Jest to pewna forma masochizmu, bowiem mowa tu o tytułach złych, a nawet bardzo złych. Są pewni twórcy, którzy mianem reżysera szczycić się nie powinni, a wręcz zrezygnować z tej drogi. Polecam im zacząć chodzić na pielgrzymki czy biczować się w piwnicy, aby odpokutowali wszystkie grzechy, których się dopuścili. Przede wszystkim mowa tutaj o moim „ulubieńcu” Patryku Vedze, ale ostatnio do tego grona dołączył Michał Otłowski, który chciał stworzyć polskich Szybkich i Wściekłych, czyli Diablo. Wyścig o wszystko. Syf nie z tej ziemi. Kolejnym takim tworem jest Fighter, będący z kolei polską odpowiedzią na… Fightera czy jakikolwiek inny film, w którym dwóch typów naparza się po mordach. Debuitujący „reżyser” Konrad Maxilimilian również powinien rozważyć zmianę zawodu, i to szybko!

Fighter jest emocjonującą rozgrywką między zawodnikiem MMA – Markiem (Mikołaj Roznerski) a bokserem Tomkiem (Piotr Stramowski), którzy muszą spotkać się na ringu i walczyć o wszystko! Przede wszystkim o tytuł, o honor, o pieniądze, o życie! Tak, tak, o życie również, bowiem jeden z naszych bohaterów ma na pieńku z mafią, a walka na ringu ma pomóc mu wykaraskać się z problemów. Tylko w opisie może to brzmieć intrygująco, na ekranie jest wręcz odwrotnie. Ambaras, w który wplątał się Marek to jeden z najgłupszych i najleniwszych skrótów scenariuszowych, jakie widziałem w cały swoim życiu. I to już na początku filmu! Może nie byłoby to takie frustrujące, gdyby nie to, że przez 3/4 metrażu za dużo w tym temacie nie robi. Nasz bohater jest zajęty ścinaniem drzew ze swoim ojcem, piciem w przydrożnym barze, romansowaniem czy analizowaniem tego, jak bardzo spieprzył swoje życie przez złe decyzje. Jeśli spodziewacie się chociażby średniego filmu sportowego z wątkiem gangsterskim w tle to możecie się nieźle zaskoczyć. A dalszych zaskoczeń będzie co nie miara!

Możecie na przykład zobaczyć jak Tomasz Oświęcimski dostaje wpierdol od swojego ziomka i w jaki magiczny sposób ten wątek się urywa. Żadnych pretensji, żali, przeprosin, wyjaśnienia czegokolwiek. Ot, była jakaś relacja między bohaterami i…nagle jej nie ma. Lecimy z fabułą dalej! Nie ma czasu na głupoty! Przecież Maciej Różalski i Krzysztof „Diablo” Włodarczyk muszą mieć swój moment w filmie. Jednak prawdziwym złotem jest zobaczenie Jarosława Boberka w roli zatwardziałego gangusa, który co i rusz rzuci jakąś anegdotką lub poudaje typa spod ciemnej gwiazdy. I były to chyba jedyne momenty w filmie, kiedy nawet nieźle się bawiłem. W całej mojej sympatii do posterunkowego z Rodziny Zastępczej to zdecydowanie nie rola dla tego aktora, ale z drugiej strony ubaw miałem niezły. Oczywiście niezamierzony, bo to totalny błąd castingowy, ale zobaczyłem chociaż jak Jarosław Boberek dobrze się bawi.
Dzięki Ci Cinema City za kartę Unlimited, bo w życiu nie zapłaciłbym za bilet. Zresztą kolejny BOSS, grany przez Wojciecha Mecwaldowski wcale nie jest lepszy. Cała reszta obsady wydaje się jakby zapadła w sen zimowy i została za wcześnie obudzona. To film totalnie bez życia, pozbawiony tempa i rytmu.

A rytm w filmie o takiej tematyce jest niezbędny, bowiem szybko można stracić kontrolę i paść na deski. I dokładnie tym tokiem niezgrabnie porusza się film, cały czas dostając w mordę potężnym ciosem głupot i nieudolności scenariuszowo-reżyserskich.
Fighter nie robi uników przed drewnianym aktorstwem, a potknięcia audiowizualne są aż zbytnio widoczne. Chciałbym znaleźć w tej produkcji jakiekolwiek atuty, miałem nadzieję, że chociaż końcowe stracie będzie wykonane na przyzwoitym poziomie. Niestety, ale walka między dwoma rywalami jest taka jak cały film – bez emocji i czekamy z utęsknieniem na koniec. Nastąpi on na szczęście w ekspresowym tempie, twórcom bardzo się śpieszy, aby ogłosić zwycięzce i równie dobrze mogliby nam to przedstawić w formie tekstowej. To totalny niewypał i naprawdę zachodzę w głowę, jak pan Maximilian mógł pomyśleć, że zrobił pełnowartościowy produkt, który warto puścić w kinie. To niestrawna potrawa, którą najlepiej od razu zwrócić i zapomnieć o jej istnieniu.

Ponton 1/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s