RECENZJA: TRUPOSZE NIE UMIERAJĄ, czyli jak eleganckie zombie mrugają do widza

Jim Jarmusch po zaprezentowaniu wampirów w Tylko kochankowie przeżyją tym razem pragnie nam przedstawić swoją wizję zombie. Są to kreatury krwiożercze, w związku z tym uświadczycie widok flaków i jedzenia ludzkiego mięsa. Nie powinniście być zaskoczeni, ale jednak to i tak najbardziej elegancki film o umarłych jaki pamiętam. Plus fenomenalna obsada, mnóstwo odniesień do popkultury oraz przełamywanie czwartej ściany. To nie jest typowy film o zombie i zapewne nie pokochają go wszyscy, ale z całą pewnością jest to produkt interesujący i unikatowy. I przede wszystkim zabawny! Czy jednak tak miało być? Otóż tak, tylko miejcie świadomość, że Jarmusch nie do końca robi film dla widza, tylko ma go nieco gdzieś, a sam bawi się niesamowicie.

Reżyser powoli wprowadza nas w senny nastrój małego miasteczka na przedmieściach Ameryki. Jedziemy radiowozem wraz z podstarzałym Cliffem (Bill Murray) i jego dużo młodszym kolegą Ronniem (Adam Driver) w celu poznania mieszkańców małej mieściny. Za dużo się tutaj nie dzieje i na przykład trzeba rozwiązać zagadkę zamordowanych kurczaków Millera (Steve Buscemi), który podejrzewa o ten karygodny czyn outsidera, mieszkającego w lesie Boba (Tom Waits). Normalnie sprawa wagi państwowej. Jest również na stacji benzynowej sklepik z rozmaitościami, w którym pracuje Bobby (Caleb Landry Jones), spec od komiksów oraz horrorów oraz mały bar, gdzie niebawem dojdzie do pewnego makabrycznego zdarzenia. Całe miasteczko zatęskni za spokojem i drobnymi sprzeczkami, gdy uświadomi sobie jakie zagrożenie ich czeka. Trochę poczekamy na rozwój wydarzeń i walkę z nieumarłymi, ale to wcale nie jest wada filmu. To kino slow, pełne ciekawych, satyrycznych, zabawnych dialogów, które przyciągają swoją naturalnością. Nie jest to jednak żadne zaskoczenie, bo Jim jestem specem od interesujących interakcji, udowodnił to chociażby w Kawa i papierosy.

Jeśli myślicie, że film nagle zacznie gnać łeb na szyję, gdy mieszkańcy zaczną walczyć z nieumarłymi to jesteście w błędzie. Nadal utrzymuje się ten powolny, szykowny rytm, a jedynym miejscem, kiedy zobaczycie sceny gore jest moment, gdy zombie zjadają wnętrzności swoich ofiar. Proces uśmiercania szwędaczy jest niesamowicie elegancki i mało krwawy, a stwierdzenie „z prochu powstałeś, i w proch się obrócisz” nabiera tu dosłownego sensu. W ciekawy sposób przedstawione są ich motywacje – co za życia lubiłeś, to i po śmierci będziesz nadal tego fanem, dzięki czemu możecie zobaczyć Iggy’ego Poppa, który szuka kawy 🙂 Pomimo tego, że łby latają po ekranie cały czas mamy banana na ustach. Prawdziwym złotem jest Tilda Swinton, która w Kill Billowskim stylu, poprzez przerysowane slow-motion zwinnie operuje mieczem samurajskim. Niezbędne będą oczywiście porady znawców tematów i przede filmów George’a A. Romero, jak ukatrupiać kreatury. Sam Ronnie, grany przez Drivera ze stoickim spokojem przyjmuje wszystko na chłodno, jakby taka sytuacja była najnormalniejsza we wszechświecie. Trudno się dziwić, jego często stwierdzenie „To nie może skończyć się dobrze” ma sens, kiedy dowiemy dlaczego ciągle to mówi. Brakowało tylko, aby powiedział „Mam co do tego złe przeczucia”, a fani Gwiezdnych Wojen byliby wniebowzięci…choć i tak będą. I nie tylko oni. Odniesień do popkultury jest cała masa. A sam reżyser idzie o krok do przodu i w przewrotny sposób przełamuje czwartą ścianę, nawiązując dialog z widzem i ba! Nawet z samym sobą.

Czuć, że Jarmusch świetnie się bawił kręcąc Truposzy. Zaaangażował swoich ulubieńców, którzy brylują na ekranie, zaczynając od duetu Murray-Driver, a kończąc na fenomenalnej Tildzie Swinton. I sam do końca nie wiem, kto miał większą frajdę z tego filmu: reżyser, czy aktorzy? Pytanie tylko czy dla widza będzie to pełnowartościowa rozrywka ? Tak jak wspomniałem na wstępie, na pewno nie dla każdego. To obraz przede wszystkim dla osób, które będą miały radochę z zabawy przez Jima konwencją, ikonografią i z całą pewnością nie robieniem typowego filmu o zombie. Nie zawsze jednak jest tak pięknie. Pod otoczką tych kreatur i ich pragnień po śmierci dostajemy komentarz odnoście konsumpcjonizmu, w pewnym momencie aż za bardzo dosłowny i narracyjny. Zahaczymy również o rasizm, globalne ocieplenie i polityczne aspekty. I to są właśnie momenty, kiedy produkcja traci swój rytm i swoją niewinność. Rozumiem, co reżyser chciał przekazać, ale elementy te nie współgrają z komedio-horrorowatym stylem filmu i zjadają się nawzajem. Ta prostota, ten chillout traci swój urok, jednak pomimo tych mankamentów wyszedłem z kina w miarę zadowolony, tym bardziej, ze te lato filmowo nas nie rozpieszcza.

Ponton 7/10

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s