PREMIERA NA NETFLIX: WU ASSASSINS, czyli o tym jak Netflix eksperymentuje z kopanym serialem fantasy

Całkiem niedawno dzięki HBO mieliśmy okazję zobaczyć serial stacji Cinemax pt. Warrior. Produkcja mocno inspirowana życiem Bruce’a Lee niespecjalnie przemówiła do mojego Pontonowego gustu. Już milej wspominam Into the Badlans z Danielem Wu w roli głównej. Kolejną propozycją kina kopanego jest najnowszy obraz Netflixa – Wu Assasins. Jednak totalnie odbiega on od tradycyjnych obrazów, gdzie paru typów pierze się po mordach. Mamy do czynienia z miksem gatunkowym, gdzie serial akcji miesza się z mistycyzmem i elementami fantasy. Czy taki nieco eksperymentalny pomysł w odcinkach ma rację bytu? Na pewno warto zwrócić na niego uwagę, bo obsada jest imponująca. Pytanie tylko czy takie nazwiska jak Iko Uwains (Raid), Kathryn Winnick (Wikingowie), Mark Dacascos (Tylko dla najlepszych, John Wick 3), czy Tommy Flanagan (Synowie Anarchii) są recepturą dobrze skomponowanej mikstury? Jestem tuż po seansie dwóch pierwszych odcinków i choć idealnie nie jest, to jestem zaintrygowany.

Uznajmy, że scenariusz nie jest tutaj najważniejszy, bo nie jest. Nie miałem cienia wątpliwości, że będzie dosyć pretekstowy i gnający łeb na szyje. I w istocie, nie zostałem zaskoczony. Dosyć szybko zostajemy przetransportowani w wir akcji i pojedynków. Głównym bohaterem tej opowieści jest kucharz, marzący o własnej działalności Kai Jin, który niechcący naraża się członkom triady, spuszczając im siermiężny łomot. Niewiele po tym zajściu okazuje się, że jest wybrańcem i w ekspresowy sposób uzyskuje specjalne moce. Dokładniej mówiąc otrzymuje kamień, dzięki któremu uzyskuje moc 1000 mnichów. Przyjdzie mu się szkolić, aby stać się Pogromcą Wu i okiełznać żywioły ziemi. Opis wygląda trochę jak intro jakieś gry komputerowej, ale za daleko od tego tematu nie będziemy, bo to czego będziemy świadkami wygląda doprawdy nienaturalnie A coś czuje, że to dopiero przedsmak tego, co nas dalej czeka. Na razie czekała nas walka w zaświatach z wodnym potworem i pięcioma wypasionymi samurajami. Nasz bohater miał co prawda pomoc ale nie oczekujemy zbyt wiele, on dopiero uczy się wielkiej mocy, choć trzeba przyznać, że jest pojętnym padawanem i nauka przychodzi mu dość szybko. Sam fakt akceptacji innego wymiaru nie wywarł na nim jakiegoś dużego wrażenia. Nie ma czasu na pierdoły.

A dlaczego akurat on jest wybrańcem na razie nie wiadomo (zresztą czy to istotne?), ale może dlatego, że aktor nazywa się Iko Uwains, a w dwóch Raidach pokazał, że i bez specjalnych właściwości nie ma sobie równych. Tym bardziej, jeśli twoim alter-ego jest Mark Dacascos, który w latach 90 nie dał sobie w kasze dmuchać. Trochę świat o nim sobie przypomniał za sprawą Johna Wicka 3, gdzie próbował dorównać tytułowemu bohaterowi i szło mu to całkiem nieźle. Takie połączenie toż to wulkan energii w wykonaniu dwóch niezwykle utalentowanych mistrzów sztuk walk. Oczywiście prawie każda postać, czy to elegancka bizneswoman, czy zwykły kucharz również dokopać umieją, więc uświadczycie dużo pojedynków. A są one naprawdę sprawnie zmontowane i cieszą oko. Nie jest to nic rewolucyjnego i aż się prosi o przeciągniecie niektórych sekwencji w piękne master-shoty, ale montażyści i tak nie mają się czego wstydzić. Mało uciętych scen w połowie i czuć, że faktycznie wszyscy konkretnie piorą się po mordach. Świetna choreografia, doprawiona nieprzesadzoną brutalnością i finezją. Nie jest już tak cudownie jeśli chodzi o efekty specjalne, które…no cóż, pozastawiają wiele do życzenia. W momencie, kiedy nasz bohater przenosi się do świata metafizycznego przyjdzie mu np. przetoczyć kamień wklejony w paincie. Strasznie razi to po oczach i powoduje na twarzy uśmiech politowania, choć można też się nieźle uśmiać, tylko raczej nie było to celem twórców.

Zmiksowanie czasu realnego, pełnego rzeczywistych walk z metafizycznym. gdzie dzieją się cuda na kiju to jedynie pretekst do pokazania całego wachlarza możliwości wojowników. Jestem dopiero po dwóch odcinkach, ale już można wywnioskować w jakim kierunku to prowadzi. Będą wojny gangów, inflitracja i przede wszystkim – dużo epickich walk, które już niektóre wskoczą na wyższy level absurdu. Nasz bohater będzie miał paru BOSSów to pokonania, a międzyczasie nawet odbędzie wędrówkę w przyszłość. A to dopiero początek, i strach pomyśleć, co będzie dalej. Czy cała historia nie powędruje w zbyt przesadzoną stronę? Jedno jest pewne – fani kina kopanego powinni być zadowoleni, a że fabuła nie jest zjawiskowa? Myślę, że będzie to najmniejszy problem produkcji, oby tylko kreacje bohaterów były dobrze rozrysowane to miło spędzę czas przed telewizorem.

Ponton 6,5/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s