PRZEDPREMIEROWO: PARASITE, czyli porywający taniec biednych z bogatymi

Hype na Parasite swoją genezę zawdzięcza wygranej na tegorocznym festiwalu w Cannes, zwycięzca Złotej Palmy został okrzyknięty najlepszym filmem, który zdobył tą prestiżową nagrodę, od czasów Pulp Fiction, a więc od roku 1994. Na Filmwebie 9/10 od Walkiewicza, 6/6 od Sfilmowanych, Łukasz Stelmach grzmi, że jeśli masz zobaczyć jeden film w tym roku to niech to będzie Parasite… Szedłem na ten film z nielichym podnieceniem, ale i delikatną obawą, że mnie nie zmiecie tak jak się tego spodziewałem. A jednak Joon-ho Bong stworzył film, który za kilka lat może zostać uznany za pomnikowy nie tylko dla koreańskiej kinematografii. A do samego filmu powinna zostać doczepiona wymyślona przeze mnie chwilę temu etykietka – thriller obyczajowy

Parasite śmiało można określić mianem filmowego rollercoastera. Pod rękę idą tutaj ze sobą dramat z komedią, oraz pełnokrwisty thriller. Na początku śledzimy losy biednej rodziny, do której nieoczekiwanie uśmiecha się los. Nie chcę tutaj zdradzać zbyt wiele, ale podpowiem, że spryciarze trafiają całą paczką pod dach bogaczy, których cechuje naiwność, ignorancja oraz swego rodzaju pogarda dla biednych. Nasze tytułowe karaluchy rozwalają się więc wygodnie w luksusowym mieszkaniu i wręcz wydychają zapach bogactwa w godzinach pracy. Jednak kiedy przychodzi czas opuszczenia domu-twierdzy, a przed oczami zaczyna majaczyć wizja powrotu do zatęchłego domu-piwnicy uśmiechy schodzą z twarzy nie tylko „parasajtom”, ale także widzowi. Kiedy bowiem przebywamy z rodzinką w przepięknym mieszkaniu zapominamy choć na chwile o tym co jest na zewnątrz, szczególnie, że nasi bohaterowie udają znacznie bardziej wykształconych niż są w rzeczywistości. Nakładają szaty, maski, stają się jednością z bogatym otoczeniem. Równie niechętnie jak oni tak i my schodzimy do zatęchłych pomieszczeń pełnych robactwa i smrodu.

Film jednak nie opiera się na grubo ciosanych kontrastach, kiedy rozpoczyna się akt drugi i wsiadamy do szalonego rollercoastera robi się bardzo nieoczywiście. Co ciekawe sceny pełne napięcia są podbarwione czarnym humorem, a mimo tego film nie popada w karykaturalność. To zdecydowanie jedno z tych dzieł, podczas oglądania którego śmiech zamiera w gardle, a oczy rozszerzają się do rozmiarów pięciozłotówki ze zdumienia. Yup, przyłapałem się na oglądaniu Parasite z rozdziawioną buzią. Także ze względu na rewelacyjną, bardzo dynamiczną grę aktorską. Bardzo łatwo jest uwierzyć zarówno w pomysłowość biednej rodzinki, jak i wewnętrzny pustostan bogaczy, którzy bardziej niż z miłości są ze sobą z czystego obowiązku.

A smaczków dotyczących nierówności społecznej znajdziecie tutaj całe mnóstwo, ten film to jeden wielki metaforyczny komentarz odnośnie tego do czego zdolny jest człowiek by nie umrzeć z głodu. Ujęty w pięknych kadrach, odziany w klimatyczną ścieżkę dźwiękową, wymykający się prostej interpretacji, z piętrzącymi się po drodze symbolami powracającymi niczym bumerang. A to wszystko w czasie dwóch godzin i dwunastu minut, a mniej więcej tyle trwa ziejąca pustką Polityka Vegi. Jeśli więc rzeczywiście macie obejrzeć w tym roku kilka filmów, to niech wśród nich będzie Parasite. Długo o nim nie zapomnicie, a i być może zechcecie się udać na jego seans jeszcze raz! Ja już o tym myślę, bo chciałbym to przeżyć ponownie!

9/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s