PREMIERA NA NETFLIX: THE SPY, czyli Borat w zupełnie nowym wcieleniu

Sacha Baron Cohen, znany przede wszystkim z filmów takich jak Borat, Bruno, czy Dyktator próbuje swoich sił w serialu. I totalnie zmienia swoje image z kontrowersyjnego komika na dojrzałą rolę agenta Mosadu… Eli’ego Cohena. Zawsze chciałem go zobaczyć w zupełnie innej odsłonie, tym bardziej, że już w Hugo pokazał, że ma potencjał do odgrywania poważniejszych ról. Byłby idealnym Freedym Mercurym w Bohemian Rhapsody, ale niestety różnice artystyczne zadecydowały o opuszczeniu przez niego projektu. Dzięki temu zajściu zobaczyliśmy Borata w tej serialowej produkcji, która udowadnia, że Sacha jest niezwykle wszechstronnym aktorem. Czy Netflix sprostał zadaniu i zaserwował nam świetne kino szpiegowskie, czy tylko żeruje na nazwisku znanego aktora?

Bez owijania w bawełnę zdradzę na wstępie, że Sacha Baron Cohen to najmocniejszy punkt tego serialu. To, jak wszedł w rolę w izraelskiego szpiega jest fenomenalne. On nie zagrał Eli’ego Cohena, on się nim stał. Oglądając go na ekranie nie mamy w głowie jego poprzednich wcieleń, w których mnóstwo było pajacowania i zero powagi. Z całą pewnością udało mu się uniknąć zaszufladkowania i sprostał zadaniu tworząc dojrzały portret legendarnego Izraelczyka. Nie będę zgrywał znawcy, o tej postaci dowiedziałem się dzięki tej produkcji i raczej nie będę w tym odosobniony. To bohater, o którym kino jakby zapomniało, a szkoda, bo jego operacje miały znaczący wpływ na bieg zdarzeń historycznych. Naszą historię w tym 6-odcinkowym serialu zaczynamy od momentu, kiedy w 1959 roku, jako 26-latek pragnie służyć ojczyźnie. Dostaje swoją szansę, zostaje ekspresowo wyszkolony i zesłany do Syrii, aby jako Kamal Amin Taabet wzbudzić sympatię ważnych person; polityków, wojskowych, czy wysoko postawionych urzędników. Jego początki nie są łatwe, popełnia błędy, stresuje się, często stawia sytuację na ostrzu noża i działa intuicyjnie. Jednak jest bardzo pojętnym uczniem, jego nowa tożsamość staje się po pewnym czasie wiarygodna tak bardzo, że sam jakby zapominał o swoim prawdziwym nazwisku. Ludzie go kochają, powierzają informacje, które dyskretnie przekazuje odpowiednim osobom w swoim kraju. Nie uświadczycie tutaj pojedynków na śmierć i życie, nasz bohater nie jest żadnym James Bondem, a po prostu…patriotą. I facetem, który nie jest maszyną, tylko jednostką, posiadającą uczucia, co czyni z niego niezwykle charyzmatyczną postać. To opowieść o człowieku, który dużo poświęca dla dobra ojczyzny. Zaobserwujemy jak tęskni za żoną i dziećmi, które oszukuje i ku chwale ojczyzny nie zdradza im, czym tak naprawdę się zajmuje. Przypatrzymy się jak perfekcyjnie wnika w pewne struktury i powoli pnie się w społecznej hierarchii, aby uzyskać jak najwięcej niezbędnych informacji. Sacha Baron Cohen przeszedł sam siebie, bo to dzięki niemu postać agenta jest tak wiarygodna.

Jednak Nie tylko nazwisko odtwórcy głównej roli jest tutaj znaczącą. Otóż, twórcą The Spy jest Gideon Raff, człowiek, który z serialem szpiegowskim ma bardzo dużo wspólnego. To dzięki niemu oglądaliśmy Wieźniów wojny, czyli pierwowzór Homeland, przy którym również współpracował jako scenarzysta. I faktycznie czuć tu jego rękę, nawet opening jest bardzo podobny, a kolejnych pokrewieństw jest znacznie więcej. Zaczynając od tematyki, przechodząc przez tempo akcji, a kończąc na przedstawieniu bohaterów, zarówno tych pierwszo- jak i drugoplanowych. Na szczęście jest wiele elementów, które czynią tę produkcję wyrazistą, dzięki klimatycznej estetyce i ciekawym zabiegom montażowym. Sepia, ujęcia czarno-białe, wyeksponowanie żywszymi barwami pewnych elementów otoczenia cieszy oko i nadaje szpiegowski klimat retro. Tempo jest nieśpieszne, akcja nie leci łeb na szyję, to kino bardziej slow, które skupia się na szczegółach. Ma to swoje plusy i minusy. Format 6-odcinkowy to krótki metraż jak na serial, rozgrywający się na przestrzeni paru lat. I mamy wrażenie jakby wiele faktów nas omijało, a przemiana bohatera została ledwo liźnięta. Rys historyczny jest bardziej w tle i spotkamy wiele uproszczeń scenariuszowych. Relacje szpieg-rodzina są wyeksponowane na początku, by w kolejnych epizodach zepchnąć je na bardzo daleki plan.

The Spy to taka miła niespodzianka od Netflixa. To całkiem sprawnie zrobiony serial szpiegowski z aktorem, po którym nie spodziewałem się aż tak bardzo dojrzałej roli. Nie jest to produkcja bez wad, ale tak naprawdę nie zwraca się na nie uwagi podczas seansu. W finale może nam coś nie zatrybić, kiedy przeanalizujemy całość. Czasem złapiemy się na tym, że chyba scenarzysta o czymś zapomniał lub za szybko podał na tacy, nie wysyłając wcześniej kelnera z menu. Mimo wszystko to jedna z lepszych świeżynek tej platformy tego roku, a odcinki pochłania się na raz. I mam nadzieję, że ten tytuł otworzy furtkę dla Sachy, aby miał w swoim CV coraz więcej takich poważniejszych ról. Poradził sobie perfekcyjnie i zaostrzyłem sobie apetyt na Borata w mniej komediowej wersji.

Ponton 7,5/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s